wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział 6: "Zakazane uczucie"



*Oczami Nialla*       
      
- Ja chyba wiem, jak ci pomóc… - powiedziałem, choć tak naprawdę nie widziałem wyjścia z tej sytuacji.
- Jak? – powiedziała dość niepewnie, ale z nutką nadziei w głosie.

*W myślach*

                Tak bardzo chcę jej pomóc… Nie dlatego, że jest ładna i mi się podoba. Ale po prostu mi jej szkoda. Jest taka  krucha i bezbronna. Nie ma nikogo bliskiego… Muszę wymyślić coś sensownego, bo Abbey już dłuższą chwilę czeka na odpowiedź..

***
                -Więc powiesz, jak możesz mi pomóc, czy po prostu powiedziałęś to, żeby mnie podnieść na duchu? – nadzieja ulatywała z niej z każdym wypowiedzianym słowem.
- Nie… To znaczy wiem… Nie jest to chyba sensowne rozwiązanie, ale nic lepszego nie przychodzi mi do głowy. – Teraz trzeba wziąć głęboki oddech i powiedzieć jej o co mi chodzi. – Skoro tak bardzo nie chcesz tu być, to po prostu przebywaj tu jak najmniej. Możesz przecież łazić po mieście do późna. Jeśli chcesz, oprowadzę cię po okolicy i pokaże kilka ciekawych miejsc.
- To… Genialny pomysł. Miałbyś czas teraz gdzieś wyjść?
- Jasne – odpowiedziałem, a jej twarz od razu się rozpromieniła.

*Oczami Abbey*
*W myślach*

                Jej, jaki on jest słodki. Nie wiem, jak on to robi, ale samą swoją obecnością poprawia mi humor. Swoją drogą jego pomysł jest genialny. Ciekawe, gdzie mnie zabierze…

***
                -Emm… Abbey? – Jego głos przywrócił mnie do rzeczywistości.
- Eeee… Mówiłeś coś?
- Pytałem, czy wszystko ok.
- Tak ,tylko trochę odpłynęłam. Pójdę się przebrać, dobrze?
- Okey, czekam na dole – odpowiedział blondyn z tym swoim uroczym uśmiechem.

***
                Ubrałam się i zeszłam na dół. Kiedy wychodziliśmy, natknęłam się na tego lokowatego idiotę.
- Wychodzicie gdzieś? Za ile będziecie? – zapytał jak gdyby nigdy nic.
- A co, nie widzisz debilu? Z resztą, co cię to obchodzi? Kim ty jesteś, żeby mnie kontrolować? – odpowiedziałam oschle.
- Mała, daj spokój.. Chodź, idziemy. – Do rozmowy wtrącił się Niall.- Hazz, jakby co, jestem pod telefonem.
- Jasne, młody. – odpowiedział, a  jego głosie można było usłyszeć.. hmmm…. Smutek, zawód? Ciekawe, czego się spodziewał. Może mam go traktować jak tatę? Niedoczekanie.

***
                Wyszliśmy za miasto, weszliśmy do jakiegoś lasu i szliśmy…  Po jakimś czasie dotarliśmy na jakąś polankę. Tam było prześlicznie. Wszędzie trawa, wokół drzewa. Moją uwagę od razu przykuł stary dąb. 

      
                Niall skinął na mnie dłonią, żebym poszła za nim. Wdrapał się na konar drzewa i po chwili siedział wygodnie na jednej z gałęzi. Usadowiłam się obok niego.
- Wiesz, lubię tą głuszę.  – zagadnął do mnie.
- Wiesz, ja też chyba polubię. – Odparłam z uśmiechem.
- Widzę, że humorek dopisuje. – powiedział i zaczął mnie łaskotać.
                Po chwili oboje runęliśmy z łoskotem na ziemię i śmialiśmy się jak pięciolatki, a echo roznosiło się po całym lesie. Nagle on wstał, otrzepał się i wyciągnął do mnie rękę. Chwyciłam się jej i niezdarnie wstałam i zachwiałam się na nogach, a on złapał mnie, żebym nie upadła. Spojrzałam na niego i utonęłam w błękitnym oceanie jego oczu.. 

***
                Kilka godzin później wróciliśmy do domu. Czas do wieczora spędziłam na siedzeniu na Fb, TT i innych takich głupotach. Postanowiłam zejść  na dół i zrobić sobie coś do jedzenia.
                Stałam przy blacie, tyłem do drzwi i robiłam sobie kanapki.  Nagle usłyszałam głos… HARREGO..
- Mała, wiem, że ci ciężko, ale chociaż spróbuj dać mi szansę.- powiedział. I nagle poczułam, jak ktoś mnie obejmuje. Odwrócił mnie przodem do siebie, próbując mnie pocałować. Zszokowana odepchnęłam go i dałam mu w twarz, krzycząc i wybiegłam z kuchni.

*oczami Harego*

                Styles, coś ty zrobił… Miałeś najpierw ją udobruchać, zdobyć jej zaufanie, a nie się cho niej dobierać… Cholera jasna… Kochać matkę i córkę, tylko którą bardziej? Którą wybrać?...
*Oczami Nialla*

                Siedziałem sobie w pokoju i szykowałem się, gdy nagle usłyszałem cichutkie pukanie.
- M.. mogę wejść?? – usłyszałem przyciszony głos Abbey.
- Oczywiście, co się stało?? – otworzyłem drzwi i objąłem ją ramieniem.
                Krótko streściła mi całą sytuację, przerywając często szlochem.
- Wiesz, mała.. Ja właśnie wychodziłem. W sumie to jestem już spóźniony.. Chcesz iść ze mną?
- Mhm.. n.. nie zostawiaj mnie…  A gdzie idziemy?
_____________

Wyjaśniło się! Zakazana miłość, To miłość Harrego do Abbey. Mam nadzieję, że was zaciekawiłam :***
_____________
Hej <3 Mamy wtorek, mamy next :* Mam wrażenie, że jest dłuższy niż inne i trochę bardziej dopracowany. Liczę na conajmniej 4 komy <3 . Do zobaczonka w sobotę <3. Kocham was, Klau <3

sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 5: "Nieznajomy powiernik"

*oczami Abbey*
-Jak mogłeś ? Jak mogłeś rozwalić moją rodzinę ??? Gdybyś się nie pojawił wszystko byłoby w normie- wykrzyczałam
Odwróciłam się i pobiegłam do najdalej oddalonego pomieszczenia. Trafiłam akurat na łazienkę. Klapnęłam zrezygnowana na podłogę i zaczęłam zastanawiać się nad swoim życiem.
*w myślach*
    "Podsumowując tata i mama rozstali się już na dobre, a szanse na to, że znowu będą razem są zerowe. Będę teraz mieszkać z jakimś obym facetem, który co wieczór będzie obściskiwał moją matkę na sofie przed telewizorem, a ja zostawiona i zdana sama na siebie będę pocieszać się żyletką i butelką czystej... A jak będę wyglądała za 20 lat ? Będę żebrała 2,50 na piwo pod monopolowym, jeżeli wcześniej przypadkiem się nie zarżnę..."
    Usłyszałam trzask drzwi, co wyrwało mnie z zamyślenia. Wydawało mi się, że głosy ucichły i że w domu nikogo nie ma. Uchyliłam drzwi i zerknęłam przez szczelinę. Rzeczywiście, dom był pusty, żadnych oznak życia. Poczułam, że przez moje żyły przepłynęła kropelka spokoju. Podniosłam się z podłogi i rozejrzałam po łazience. Była dosyć ładna. Spojrzałam w lustro i pomyślałam głośno:
- Jestem silna... Jestem twarda... Nie pokażę słabości... -Wyszłam z łazienki z podniesioną głową.
Na przedpokoju leżały moje walizki i pudełka z rzeczami. Stwierdziłam, że skoro nikogo nie ma to mam okazję zobaczyć dom. Zaczęłam od końca... Salon z przeszkloną ścianą, z pieknym widokiem Londynu. Wielka kanapa i kino domowe. wyszłam i ruszyłam dalej. Kuchnia była wielka z jasnymi meblami i ogromem świeżych ziół w kolorowych doniczkach poustawianych na blacie. Z okna wpadały tonące z wielkim pomieszczeniu, ostatnie promienie słońca. Szłam dalej. Uchyliłam drzwi, ale szybko, z trzaskiem je zamknęłam. W małym, zielonym pokoju na wielagachnym łożu ktoś leżał. Jak najszybciej chciałam się stamtąd oddalić, ale przeszkodził mi głos:
- Hej ! Zaczekaj !
-Yyy.. - Zająknęłam się 
Moim oczom ukazał się niebieskooki blondyn.
-To ty jesteś Abbey ? Hazza wspominał, że wpadniesz..
-Eee...- Nadal byłam zaskoczona.
- No tak.. Nie przedstawiłem się.. Jestem Niall Horan, przyrodni brat Harrego. Wspominał, że przyjedziesz....
- Aha... Tak, jestem Abbey. Przyjechałam przed chwilą, a oni gdzieś wyszli - mówiąc to moje plecy przeszył zimny dreszcz... 
-Chodź, pokażę ci twój pokój i zaniosę rzeczy. 
-Dziękuję - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się. 
Słodki blondas zaprowadził mnie do pokoju. Pomieszczenie było odjechane. Ściany tonące w morskim błękicie, białe meble i wielkie drzwi, za którymi krył się malutki balkon. Powoli rozpakowywałam rzeczy i nawet nie zauważyłam kiedy chłopak zniknął. Nagle usłyszałam, że ktoś wraca do domu. Zamknęłam drzwi. Kiedy ich nie było na chwilę zapomniałam o tym wszystkim, a nawet spodobało mi się to mieszkanie... O boże... Rzuciłam walizki na bok i udałam się na tarasik. Usiadłam skulona na nagrzanych kafelkach...
- Ty też tutaj siedzisz ?- usłyszałam 
Był to Niall. On także siedział i rozmyślał. 
- Tak... Sama nie wiem co robić...- westchnęłam. 
Opowiedziałam chłopakowi całą historię. Nie znałam go. Wiedziałam raptem jak ma na imię a w 10 minut stał się moim największym powiernikiem... Potrzebowałam się po prostu komuś wygadać i padło właśnie na niego... Od razu zrobiło mi się lżej, a nawet przez chwilę czułam się od tego wszystkiego wolna, ale szybko wróciłam na ziemię... Moja twarz znowu posmutniała i schowała się w dłoniach. Gorzko zapłakałam. Niall spojrzał na mnie i rzekł:
-Wiesz ? Ja chyba wiem, jak ci pomóc...  

czwartek, 24 kwietnia 2014

Krótka Informacja !!!

Kochani Czytelnicy !!!

Na naszym blogu pojawią się małe zmiany. Otóż kolejne rozdziały będą dodawane w sobotę i wtorek każdego tygodnia. Liczymy jednak, że nadal będziecie komentować i pisać swoje opinie, co bardzo nam pomaga i mobilizuje do pracy.

Przepraszamy, że ostatnio miałyśmy mały zastój, ale odrobinkę brakowało nam sprzętu, gdyż chwilowo żadna z nas nie miała komputera pod ręką. Mamy w planach poprawę :) 

A teraz niespodzianka !!! 

Dwa razy w miesiącu, w niedzielę, co zda tygodnie będziemy dodawały imagina o 1D zupełnie niezależny od opowiadania. Mogą to być właśnie Wasze teksty. Wysyłajcie imaginy pod adres: klaugosia@gmail.com Raz w miesiącu będziemy losowały dwa opowiadanka, które będą publikowane. Losowanie w każdy, pierwszy dzień miesiąca. 

Pozdrowienia dla Was od Nas !!!

Klaudia i Gosia <3

Rozdział 4: "Ten dzień..."

- My... Ja i ty... Wyprowadzamy się jutro... - powiedziałam
-To nie wszystko. -rzekła James- Mam świadomość, że to wszystko jest dla ciebie bardzo, ale to bardzo trudne, ale kiedyś i tak musielibyśmy ci to powiedzieć.... Sprzedaje dom. Nie chcę mieszkać tutaj sam... Dom byłby pusty i ja sam także czułbym się tutaj źle...
- Ale Tato!- krzyknęłam zbulwersowana- Jak możesz ? Przecież mieszkamy tutaj od zawsze... Tutaj są wszystkie nasze wspomnienia... Jeszcze te dobre... - Abbey urwała zanosząc się płaczem.
- Nie... Abbey... Już wszystko postanowione... - rzekł stanowczo.
Nie mogłam dłużej patrzeć na to jak moja córka cierpi...Wyszłam z pokoju, a zaraz za mną James.

    *Oczami Abbey*
Kolejna okropna wiadomość... Ciekawe, czy czekają mnie jeszcze jakieś niespodzianki. Nie mam na nic sił. Idę spać.

    *Następnego dnia*
 Było już po południu, kiedy wsiadłyśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę. Po raz ostatni na długi, długi czas widzę mojego tatę. Jechałyśmy razem z mamą do tego całego Harrego. Nie miałam najmniejszej ochoty się z nim spotkać, a co dopiero mieszkać i spędzac czas. Jak tylko skończę osiemnaście lat wracam z powrotem do taty.
    Po kilku godzinach jazdy dotarłyśmy z mamą do Londynu. Kiedy weszłyśmy do mieszkania w wielkim apartamentowcu chłopak przywitał nas uśmiechem, a nawet próbował nas przytulić, ale odepchnęłam go sugerując niechęć do jego osoby. Nie dość, że musiałam wylać przez niego tyle łez to jeszcze ten idiota miał czelność mnie przytulać.
- Daj... Mi spokój... - powiedziałam stanowczym głosem, który przerwany został głębokim szlochem.

    *Oczami Harrego*
Nie mogłem uwierzyć, że to się działo na prawdę. Nareszcie mogliśmy przestać sie ukrywać, a nasza miłość była wolna i niczym nieograniczona. Humor psuła mi tylko ta mała dziewczynka. Nie chciałem jej męczyć próbami zaprzyjaźniania się.... z zamyślenia wyrwał mnie jej głos... 

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Smutny imagin o Zaynie: "Z tobą mi źle, bez ciebie jeszcze gorzej.."

*Twoimi oczami*
Minęło już kilka miesięcy... najpierw kłótnia, potem rozstanie... I tak do teraz... Kocham go, ale nie potrafię mu wybaczyć, odezwać się pierwsza....

Siedzę na łóżku i oglądam nasze zdjęcia, moje i Zayna. Płaczę. Tak mniej więcej wygląda każdy mój dzień. Nie mogę się pogodzić z myślą ze on już mnie nie chce...Układa sobie życie..

*oczami Zayna*

Tęsknię. Tak cholernie tęsknię. Z każdym dniem coraz bardziej.. Jak mogłem być taki głupi...

Wpatruję się w nasze wspólne zdjęcie i wspominam.. Wszystko od początku...

Jesień zeszłego roku.. Tak, to wtedy wszystko się zaczęło. Siedziałem na lekcji z moim najlepszym kumplem- Harrym. Wtedy w klasie pojawiła się ona, nowa uczennica... O razu mi się spodobała, a Hazz to zauważył.

 Szepnął do mnie cicho: "Zaloze się że nie uda ci się jej wyrwać". Spojrzałem na niego i odpowiedziałem: "Jeszcze zobaczymy". Powiedział, że daję nam 3 tygodnie. Jeśli się z nią nie umowie, to płacę za niego na każdej imprezie w ciągu następnego miesiąca, a jeśli tak to odwrotnie. Zgodzilem się i wtedy zaczęła się gra.

Po tygodniu udało mi się ją bliżej poznać, zdobyć jej zaufanie i wtedy oficjalnie zostaliśmy parą. Już nie liczył się zakład. Zakochałem się...

*Twoimi oczami*
... Wszystko było pięknie aż do tej imprezy... rocznicy naszego związku... Zayn z Harrym nieźle się upili i zaczęli gadać. Z ust Harrego padło: "Stary, ty się przecież miałeś z nią tylko umówić. Raz. Przecież nie musiz już się w to bawić"

Te słowa docierały do mnie bardzo powoli, na początku nie mogłam zrozumieć ich sensu, ale w końcu wszystko do mnie dotarło. Zabawil się mną. A ja tak go kochalam... wtedy bardzo się poklocilismy. I wtedy widziałam go ostatni raz.

***

Mam dość rozmyslan o nim. Otwieram okno i staje na parapecie... i już zaraz zamierzam skoczyć.. skończyć to wszystko...

*oczami Zayna*
Nie mogłem wytrzymać. Wyszedłem z domu, zapukalem do jej domu. Otworzyła jej mama i niechętnie wpuściła do środka.

Od razu pobieglem na górę do jej pokoju. Zapukalem, lecz odpowiedziała mi cisza. Powoli uchylilem drzwi i zobaczyłem ją. Stała na parapecie, chciala skoczyć. Nie zdążyłem nawet podbiec i jej złapać. Zdążyłem tylko wyszeptac jej imię. Skoczyła.

Zbieglem na dół.. miałem nadzieję, że jakoś to przeżyła. Zobaczyłem ją leżącą w kałuży krwi i wszystko stało się jasne... nie żyła. Przytulilem ją ostatni raz, ostatni raz powiedziałem, że ją kocham i ruszyłem z płaczem przed siebie.

Dobieglem do drewnianego pomostu wychodzącego w morze. Miejsca naszego pierwszego pocałunku, licznych spotkań... Stanąłem na krawędzi i ostatni raz krzycząc jej imię skoczylem i i oddałem się w ręce morskich fal, by móc przestać cierpieć i dołączyć do ukochanej.

KONIEC

___________

Smutaśny imagin mojego autorstwa. Miałam doła i wciąż mam, a to jest tego wynik. Mam nadzieję, że się podoba. Liczę na komentarze. Kocham was. Klaudia.

piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział 3: ,,Przyjaciółka z przeszłości"


    Rozprawa trwała krótko, po półtorej godziny dobiegła końca. Wyszłam z niej zdenerwowana i cała we łzach.
    Jak ona mogła?... Jak mogła mi to zrobić?... Najpierw rozpieprza mi życie, a jeszcze teraz naopowiadała w sądzie takich głupot o tacie. Że niby pije... że jest alkoholikiem i nie jest w stanie się mną zajmować. Tak bardzo chcę jej wykrzyczeć, jak jej nienawidzę, ale nie potrafię. Dlatego wtuliłam się w tatę i dałam mu się prowadzić do domu. Moje łzy strumieniami spadały na jego koszulę.
    Gdy tylko weszliśmy do domu, uciekłam do swojego pokoju i po prostu utonęłam we własnych łzach. Przypomniałam sobie o czymś, czego dawno nie robiłam... Delikatnie zamknełam na klucz drzwi od pokoju, otworzyłam szufladę i sięgam na samo dno. Wyciagnęłam mały, srebrzysty, połyskujący przedmiot. To żyletka... ta sama, którą zadałam sobie pierwsze rany wtedy kiedy... z reszta nieważne... Zostawiłam na ręku pierwsze kreski i czułam, jak razem z krwią schodzi ze mnie cały smutek i zła energia... czyli wszystko, czego najbardziej chcę się teraz pozbyć...Każda rana dawała mi ból fizyczny, ale usuwa psychiczny... Zamknęłam oczy i pozwoliłam swobodnie wypływać krwi z moich żył.
    Z "transu" wyrwało mnie głośne pukanie do drzwi i  wołanie mamy. Nie miałam zamiaru otwierać. Nie jej. Kiedy olałam jej wołanie,usłyszałam ciepły, pełen miłości a zarazem bólu głos taty, ktory prosi, żebym otworzyła.
    W pośpiechu wrzuciłam żyletkę do szuflady, rany przyłożyłam jakąś chusteczką, opuściłam rękawy bluzy i byłam gotowa otworzyć.

*oczami Caroline*
    Wiem, że to dla niej trudne, ale musimy jej powiedzieć wszystko... do końca...
- Więc... po co przyszliście? - Abbey niepewnie zaczęła rozmowę...
__________

Hej ! Długo nie było nexta, ale mam nadzieję, że się nie gniewacie i że się wam podoba. 4 część jest już napisana, ale pojawi się dopiero jak będzie 5 komentarzy. Wierzę, że dacie radę. Kocham was ;*** Klaudia

wtorek, 1 kwietnia 2014

Rodział 2 : Wiadomość

    * Oczami Abbey*

    -Więc o czym powinnam wiedzieć???- zapytałam z ciekawością
-Więc... My rozwodzimy się...- powiedział tata, a w moich oczach pojawiły się łzy.
- C,co ?.. Ale jak to?.. Czemu?.. Co zrobiłam źle?..
-Ty nic kochanie...-powiedziała mama przytulając mnie- Po prostu kogoś poznałam...
- Co?! Jak mogłaś ?! Znudziliśmy ci się ?! Ty nigdy nas nie kochałaś ! Ani mnie, ani taty.- krzyczałam próbując wyrwać się z uścisku.
-Kochałam was i kocham nadal, ale kocham też Harry'ego. i chcę z nim być szczęśliwa.
-Aha, więc ten d*pek, którym zastąpiłaś sobie tatę ma na imię Harry ?! Ciekawe, w czym on jest lepszy.- krzyknęłam, pobiegłam na górę i z trzaskiem zamknęłam za sobą drzwi mojego pokoju. chwilę później usłyszałam pukanie do drzwi, ale za barykadowałam się i nie otwierałam nikomu. Następnie nasunęłam słuchawki na uszy i już nic mnie nie obchodziło. Zamknęłam oczy i dopłynęłam.
    Ocknęły mnie dopiero promyki słońca muskające moje podrażnione od płaczu policzki. Spojrzałam na zegarek stojący obok łóżka. Dochodziła już  8:00. Ktoś zapukał do drzwi. Nie do końca świadoma rzuciłam : "Proszę" i z powrotem padłam głową na poduszkę.
- Hej Skarbie... Obudziłaś się już ? Właśnie szedłem, żeby Cię obudzić. Musisz niestety stawić się w sądzie. Rozprawa jest o 11:00. Ubierz się proszę i idź tam z nami. dla nas wszystkich to jest bardzo trudne, ale musimy przez to przebrnąć. -powiedział tata, a w jego oczach pojawił się smutek. Ja też prawie się popłakałam, ale ten przytulił mnie i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Niechętnie wstałam i dokonałam porannej toalety. Następnie ubrałam się i spięłam włosy w kok. Zeszłam na dół. Będąc w amoku założyłam buty, chwyciłam torebkę i wyszłam. Wsiadłam do samochodu i czekałam. Chwilę potem ruszyliśmy.
    Czułam wewnętrzne rozedrganie, a po policzkach ponownie zaczęły spływać mi gorzkie łzy rozpaczy. Chwilę później byliśmy na miejscu. Jeszcze kawałek korytarzem i weszliśmy na salę...