niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 8: "W poszukiwaniu papierów..."

 TEN ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ MOJEJ KOCHANEJ SONI, Z OKAZJI JUTRZEJSZYCH URODZINEK. KOCHAM CIĘ MISIA, STO LATEK ;*******
__________________________




*2 miesiące później - koniec wakacji*

*Oczami Abbey*

*W myślach*

     Więc niedługo początek roku szkolnego. Podsumowując tegoroczne wakacje, zdarzyło się dużo. Najpierw rozwód rodziców, potem przeprowadzka do Stylesa... Swoją drogą, nadal go nienawidzę. Toleruję go tylko ze względu na mamę.

     Z tatą widziałam się zaledwie dwa razy. Odczuwam wrażenie, jakby mnie już nie chciał. Kiedy do niego dzwonię, nigdy nie ma czasu gadać, zawsze udaje mi się zamienić z nim tylko kilka słów. Nawet nie miałam okazji, żeby mu powiedzieć, że przyjeżdżam dziś, bo wszystkie moje dokumenty zostały u niego. Ale trudno... Dobrze, że mam klucze.

*oczami Harrego*

*W myślach*

     Co robić?... Co robić?... Zniszczyć wszystko, powiedzieć Abbey, co czuję, czy trwać dalej w związku z jej matką? A co jak powiem Abbey, ona mnie odrzuci, powie Caroline i stracę je obie? Cholera....
Abbey?...
Czy Caroline?...
Abbey?...
Czy Caroline?...
Mam taki mętlik w głowie....

*Oczami Nialla*

     -Harry? Harry?- Stukam w ramię brata, ale nie reaguje.- Harry do cholery! - nadal nie słyszy. Jest w swoim własnym świcie. Brawo, Styles, nie ma to jak rozmyślanie nad puszką piwa.
.
.
.
Ej, on coś ćpał? Wygląda, jakby był na haju...
-HARRY!
- Co? Co jest? Co się dzieje? - O, obudził się książę.
- To ja się pytam, co się dzieje. z 5 minut wcale nie kontaktowałeś. Wyglądasz, jakbyś był na haju. Znów ćpasz?
- Nie, skończyłem z tym.
- Więc o co chodzi?
-Ehhhhhh - westchnął i opowiedział mi historię swojego zakochania. Słuchałem tego z zadziwieniem, i może to śmiesznie zabrzmi, ale miałem oczy jak pięciozłotówki.

*W myślach*

     I teraz wiem, dlaczego chodzi taki struty. Ja pierdole, on to zawsze musi mieć jakieś durne przygody. I weź go teraz pociesz.... Najciekawsze jest to, że Zayn też się buja w Abbey, a Harrego ona chyba nadal nienawidzi... Ale nie mam serca mu tego powiedzieć... Jeszcze się załamie, albo co gorsza wpadnie w jakąś depresję...

*Oczami Abbey*

    No dobra. Jestem już u ojca, ale gdzie szukać tych pieprzonych świadectw i innego gówna? Na pierwszy ogień pójdzie komoda w salonie. O, tak. To dobry pomysł.

     To album ze zdjęciami. O, to może to? Nie, to tylko teczka z jakimiś papierami od samochodu, szukamy dalej... Cholera! W tym domu nic nie ma! Wszystkie szafki już przeszukałam, bezskutecznie. Zaraz... Jest jeszcze gabinet taty. Tam musi to być.

    Ubezpieczenia, jakieś gwarancje... Teczki z umowami... Nie, to nie ta szuflada. Może to w tej na kluczyk? Hmm. Zamknięte... Gdzie może być ten klucz? Zaraz, zaraz... Ojciec zawsze nosił jakiś w portfelu. A portfel
chyba był na sofie w salonie...

     Tak! Jest! Teraz trzeba sprawdzić czy pasuje. Tak!!! Pasuje! Hm... Papiery z rozwodu, jakaś książeczka wojskowa, czy coś takiego... Akt czyjegoś urodzenia... Zaraz, akt urodzenia...  Nazwisko ojca: Collins. O, chyba mój akt urodzenia. Dobra, może się przyda.

     Wrzuciłam go do torebki i szukam dalej... O, mam! Teczka "Szkoła Abbey" To musi być to! Jest, nareszcie! Dobra, koniec tych ekscytacji, ogarniam tu i wracam do domu :P

*2 godziny później*

*W domu*

     Zjadłam kolację, przebrałam się i zaczęłam ogarniać rzeczy do szkoły. 14 zeszytów.. jest! Długopisy kupione, piórnik, torba i inne takie.. leżą w szafie. Papiery... A właśnie, papiery. Sięgnęłam po teczkę. Dobra, tu jest świadectwo, stara legitymacja.. i to chyba wszystko. Nagle z teczki wypadło coś jeszcze. Ach, to mój akt urodzenia. Pójdę na dół i włożę go do reszty takich dokumentów.

     Zaraz... to nie jest mój akt urodzenia... Nazwisko ojca rzeczywiście brzmi James Collins, ale przecież jest wyraźnie napisane: Płeć dziecka: Chłopiec.. Chwila, nazwisko matki brzmi... Styles! Kojarzę coś, próbuję odszukać w pamięci to nazwisko... Styles, Styles! Styles! Nie, to nie może być prawda.... Imię dziecka, gdzie tu do cholery jest imię dziecka?! Jest! Harold... Harold.... Nie to jednak nie on... Ale zaraz, stop! Harold, to przecież Harry... Cholera, co teraz? Powiedzieć jemu, mamie? To na 100% on? Hm... Tu jest coś przypięte, jakaś koperta... A w niej... zdjęcia. Cholera, to dziecko to mała wersja Harrego.... Czyli to jednak on!

     Dobra, dość wrażeń, idę się przejść. Ja pierdole, pada... Ale w
sumie, co to przeszkadza?

***

     Łażę po tym parku już kilka godzin, jestem cała mokra i mi zimno, ale nie wracam. Może dostanę jakiegoś zapalenia płuc, pójdę do szpitala i wyrwę się na trochę z tego domu wariatów? Stoję opierając się o drzewo i pozwalam swobodnie płynąć łzom. Właściwie czemu płaczę? Nie wiem. To i żyletka to najlepszy sposób wyrażania emocji..

     Właśnie, żyletka. Może mam jakąś w kieszeni? Jest! Mój srebrny skarb. Siadam na mokrej ziemi, w wygodniejszej pozycji. To, że jest mokro nie robi mi zbytniej różnicy, sama ociekam wodą. Podwijam bluzę, pierwsza kreska, pierwszy ból. I już mi jakoś lżej na duszy. Patrzę jak krople krwi mieszają się z deszczem i chwilę skupiam na tym uwagę. Nagle z zamyślenia wyrywa mnie głos..


*Oczami Zayna*

     -Znowu to robisz...- powiedziałem widząc ją siedzącą pod drzewem i tnącą się.
-C co? Zayn, co ty tu robisz?- powiedziała przestraszona.
- Wracałem ze sklepu. Chodź, zabieram cię do siebie.




*Rano*

*Oczami Abbey*

     Opowiedziałam Zaynowi cała historię. Swoją drogą.. Ciekawe, czemu on mnie zawsze słucha tak z zaciekawieniem?.. Nieważne. Wracam do domu. Czas rozmówić się z tym lokowatym.

     Zdążyłam wyjść z domu Zayna, przejść kilka metrów, aż poczułam jak ktoś jedną ręką przytrzymuje mnie w talii, żebym nie uciekła, a drugą zakrywa mi twarz jakąś ścierką o jakimś dziwnym zapachu.
- Ty pójdziesz z nami. - usłyszałam głos, powoli tracąc przytomność...

_______________
I mamy next! Przepraszam, że tak późno, ale miałam ciężki tydzień w szkole :* Mam nadzieję, że wybaczycie, i że miło się czytało. Kocham Was!!! Klau :***


wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 7: "Przyjaciel przyjaciela, który okazał się też moim przyjacielem"




Ten rozdział dedykuję dwóm wspaniałym osóbkom - Soni i Nat <3 Kocham was, dziewczyny ;****
_______________


*oczami Nialla*

                - Jestem umówiony z kumplem. Nie martw się. Jest spoko. Spokojnie... nie płacz już...
- Ok, ale pozwolisz, że szybko sie ogarnę?
- Jasne, czekam na dole.

*oczami Abbey*

                Poszłam szybko w kierunku szafy i szybko zmieniłam swój strój. Nie miałam głowy na robienie makijażu, więc tylko niedbale spięłam włosy w kucyk i byłam gotowa wychodzić. Chwyciłam torbę, założyłam buty i zeszłam na dół. 



            



*oczami Nialla*

             Poszedłem na dół i usiadłem na kanapie, podczas gdy Abbey sie przygotowywała. W zamyśleniu wpatrywałem się w ekran mojego telefonu, odpisując na wiadomość.



                
               



               Odkładając telefon do kieszeni spodni, poczułem jak kanapa ugina się pod dodatkowym ciężarem. Spojrzałem w lewo, chcąc dowiedzieć się, kto obok mnie usiadł. Spostrzegłem mojego brata, Hazzę. Odetchnąłem głęboko i zacząłem rozmowę:
- Co ty do cholery wyczyniasz?. Jesteś z Caroline i przystawiasz się do jej córki. Jedna to dla ciebie za mało?! - poniosły mnie nerwy i krzyknąłem.
- Nie krzycz, debilu! - powiedział Harry.
- To może mi wytłumacz, co ty odpierdalasz?
- …

                Nagle w drzwiach stanęła Abbey, ale szybko odwróciła się i usłyszałem tylko trzask drzwi... Zerwałem się z sofy i zacząłem biec po schodach za nią. Kolejny trzask drzwi. Ehm, zamknęła się w łazience. Podszedlem i cichym głosem powiedziałem do postaci znajdującej się za drewnianą barierą.
- Mała, otwórz... Co się stało?
- Nic… Zapomniałam czegoś z łazienki.. Idziemy już?
- Jasne. Myślałem, że coś się stało..
-Nie, nie martw się...
- Abbey.. Proszę, powiedz…
-Idziemy?·- Mała, odpowiedz.
- Idziemy, czy nie? Dalej będziesz mnie męczył? -powiedziała, po czym wyszła z łazienki
- Tylko się o ciebie martwię.... Dobrze, już się nie będę odzywał.
-Ok..-powiedziała i uśmiechnęła się

                Jak powiedziałem, tak też zobiłem. Nie odezwałem się, tylko posłałem jej lekki uśmiech. W końcu wyszliśmy. Przez chwilę szliśmy chodnikiem i byliśmy na miejscu.

*oczami Abbey*
               
                Cały czas zachodziłam w głowę, czemu Niall nie odzywa się ani słowem. W końcu zapytałam, o to, o czym myślałam:
- Niall, czemu nic nie mówisz?
-A jakoś tak...
-No, ale powiedz, czemu?·- Powiedziałem, że nie będę się odzywał. Przytaknęłaś, więc siedzę cicho.
-Oj, przestań...
- Sama chciałaś, a teraz marudzisz.
- Przestań zachowywać się jak dziecko... Poza tym... Stoimy przed drzwiami jakiegoś domu od pięciu minut i kłócimy się o głupoty... Jesteśmy już?·- Przestanę, jeśli mi powiesz, co się stało w domu.
-On się do mnie dobierał, rozumiesz? -Powiedziałam z trudem powstrzymując łzy.
-Wiem... Ale wybiegłaś z pokoju, wtedy, kiedy próbowałem się dowiedzieć, czemu. Nie do końca cię rozumiem...
- Nie chce mieć z tym facetem nic wspólnego...
- Shh... Mała... Nie płacz...
- A wy długo będziecie tak stać? Zapraszam do środka.- Nagle usłyszałem głos przyjaciela za moimi plecami. Odwróciłem się i zobaczyłem Zayna.
-Siema! Stary, przepraszam za spóźnienie, ale musieliśmy coś jeszcze załatwić...
- Spoko, nie ma sprawy... Zapraszam do środka -powiedział Zayn i odciągnął mnie ręką, kiedy chciałem wejść do środka.
-Panie przodem. - rzucił i posłał uśmiech w stronę Abbey, na co ona odpowiedziała rumieńcem.


*oczami Abbey*
Jej… On jest taki słodki… Te jego oczy… Uśmiech... Ogólnie cały on… Jest taki boski… Zazdroszczę jego dziewczynie. Chciałabym go przytulić… Ale to chyba za wcześnie, znamy się od 2 minut. Chociaż w sumie jemu to chyba nie przeszkadza. Otarł mi łzy z policzka, przytulił opiekuńczo i powiedział mi cicho do ucha:
- Nie płacz, wszystko będzie dobrze.
- Mhm… Mam nadzieję. – Odpowiedziałam oblewając się rumieńcem i mocniej wtuliłam się w jego silne ramiona.

***
Graliśmy w butelkę już chyba ze dwie godziny. Ciągle się śmialiśmy i zdążyliśmy się lepiej poznać. Dowiedziałam się, że Zayn nie ma dziewczyny, że jego rodzice mieszkają w Stanach… No właśnie… Jego rodzice…
W pewnej chwili spostrzegłam na jego szafce nocnej zdjęcie ślubne jego rodziców. Przypomniałam sobie o takim samym zdjęciu na komodzie w mojej sypialni, w starym domu…
Nie wytrzymałam. Po prosty wstałam i wybiegłam stamtąd. Moim celem była łazienka, nie znalazłam jej jednak, więc uciekłam na balkon.

Stałam tam dłuższą chwilę, opierając się o metalową barierkę. Nagle poczułam czyjeś dłonie, obejmujące mnie w talii. Krzyknęłam i odskoczyłam jak oparzona, dając „napastnikowi” w twarz… Przypomniała mi się sytuacja z Harrym…
- Maleńka, to tylko ja… Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć – Powiedział miękkim głosem Zayn, żeby mnie uspokoić.
- Ja… nie… Zayn, nie chciałam… - wyjąkałam.
- Ciii… Nic mi nie jest… Co się stało?
- N… Nie chcę o tym gadać..
- Dobrze, chodź do domu… spokojnie…
- M… Mhm…

*oczami Zayna*

Nie mogę patrzeć, jak ona tak płacze. Niall z kimś gada przez telefon, ona płacze… A ja zdezorientowany stoję na środku pokoju. Próbowałem ją przytulić, ale mnie odepchnęła. Więc stoję i się na nią patrzę, nie mogąc nic zrobić. 

Z zamyślenia wyrywa mnie, Niall, który przypadkiem wpadł na mnie podchodząc do Abbey. Zacząłem przysłuchiwać się ich rozmowie.
- Mała, zróbmy tak… Zostaniesz tu na noc, nie musisz wracać do domu… Zayn się tobą zaopiekuje – powiedział, cmoknął ją w czoło i wychodząc powiedział do mnie:
- Mogę na ciebie liczyć, bro?

Przytaknąłem mu kiwnięciem głową. Pożegnaliśmy się uściskiem dłoni i Niall poszedł. Podszedłem do Abbey i delikatnie ją przytuliłem. Tym razem nie odrzuciła mojego dotyku, tylko wtuliła się we mnie jeszcze bardziej. Płakała w moich ramionach ze dwie godziny i usnęła. Ułożyłem ją powoli na łóżku, po czym upewniając się czy na pewno śpi, wyszedłem z pokoju. 

Spojrzałem na zegarek: 23.20, stwierdziłem, że załapię się jeszcze na końcówkę meczu, więc włączyłem telewizor. Trafiłem na moment, gdzie akurat piłkarze schodzili z murawy, więc zrezygnowany zaraz go wyłączyłem. Poszedłem do kuchni i zrobiłem 2 herbaty. Wziąłem kubki w dłonie i postanowiłem jeden postawić przy łóżku Abbey, na wszelki wypadek, jakby się obudziła. Zastałem ją skuloną w kłębek i płaczącą.  

Postawiłem kubki na szafce i wreszcie zapytałem, co się stało.

*oczami Nialla*

Wróciłem do domu i napotkałem Harrego. Od razu zilustrowałem go pogardliwym wzrokiem i miałem już iść do siebie, ale postanowiłem z nim pogadać.
- Powiesz mi wreszcie, co się z tobą dzieje? – rzuciłem, ale zaraz potem zobaczyłem, że jest kompletnie pijany. Stwierdziłem, że dalsza rozmowa nie ma sensu, więc odprowadziłem go do łóżka i sam się położyłem.

*oczami Abbey*

                Nie wiem, po co, ale opowiedziałam mu wszystko. Kiedy pomyślał, że już śpię i ułożył mnie na łóżku. Niepewnym głosem zapytałam:
- Zayn, zostaniesz?
- Dobrze, spokojnie… - powiedział i po chwili wsunął się pod koc tuż obok mnie. Wtuliłam się w jego tors i nie wiedząc, kiedy – zasnęłam.

_______________________

Hejo! Jak się podoba? Liczę na komentarze. Chyba jest wystarczająco długi. Kocham was <3333 Klau ;3











poniedziałek, 5 maja 2014

Info

HEJ!
Misie, mam pytaaanie.
Bo nasza Gosia chce nas opuścić. Twierdzi, że nie daje rady prowadzić bloga, bo ciągle zawala. JA TU KURDE PRZEZ TO SMUTAM. Nie chcę, żeby odeszła no!!! A wy chcecie? ;c Piszcie komenty, żeby z nami została!!!! ;cccc

GOSIA WEŹ NAS NIE ZOSTAWIAJ!

Bo to chodzi o to, że my nie mamy tak mega dużo czasu na bloga... I gdyby znów zmienić zasady i dodawać jednego nexta tygodniowo? Zgodzilibyście się? Nie jesteśmy w stanie pisać non stop, a wiedząc, że was zawodzimy długością, bo piszecie, że są za krótkie, nie chcemy takich dodawać. A dłuższy naxt= dłuższy czas pisania..

WIĘC PYTANIE DO WAS.
Chcecie nadal to czytać, czy mamy sobie po prostu odpuścić?
Jeśli chcecie czytać to:
a) Będzie w nieokreślonym dniu  next / tydzień, chyba, że uda się więcej
b) 2 nexty, ale krótkie

PISZCIE KOMENTY.

Wasza Klauu ;3