poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 11: "Nagły zwrot akcji"

    On patrzył na mnie nieprzytomnie i powiedział:
- Ja też Cię kocham, ale idź stąd. Idź stąd... Nie pozwolę, aby ktoś zrobił Ci krzywdę. Wracaj do domu... Do Stylesa... - wymamrotał powoli wracając do żywych.
- Nie ma mowy !!! Nie zostawię Cię tutaj... - wykrzyczałam. Nie miałam zamiaru zostawiać go tutaj samego w takim stanie...
- A jeżeli coś Ci się stanie ??? Ty nie znasz całej prawdy... To jest tylko niewielka część całej tej popapranej sprawy... Jeżeli jakoś na tym ucierpisz to nie wybaczę sobie tego.. Nigdy...
- Jakiej sprawy ? O co chodzi ? W ogóle co to miało znaczyć ?
- Nie mogę Ci nic powiedzieć.. I tak nie zrozumiesz... Poza tym jeżeli dowiesz się wszystkiego już nigdy nie spojrzysz mi w oczy... - powiedział po czym wstał i wyszedł.
Siedząc na kanapie podkuliłam kolana pod brodę i złapałam się za głowę...
- Co ja odwalam ?! Zakochałam się w jakimś gangsterze, który ma za sobą jakąś porąbaną przeszłość, a przecież jestem z Malikiem i kocham go... Co ja mam dalej robić ? - powiedziałam sobie pod nosem...
Wstałam i podeszłam do sypialni Louisa. Zapukałam i spytałam:
- Hej, powiesz mi o co tutaj chodzi ???
     Nikt nie odpowiadał, więc powtórzyłam dwoje słowa mocniej pukając. Z drzwi wyszedł Tomlinson. Ruszył w kierunku kuchni. Wziął szklankę i nalał sobie soku pomarańczowego, po czym usiadł na krześle i pił. Przysiadłam obok niego i jeszcze raz zapytałam:
- O co chodzi ? Powiesz mi wreszcie ? Jeżeli nawet mam wyjechać to chcę znać całą prawdę...
- No, dobrze...- Louis opowiedział mi całą historię. Opadłam na oparcie krzesła i zastanawiałam się :"W co ja się wpakowałam ?!". Kiedy skończył wstał i ja również się podniosłam i stanęłam mu na drodze do pokoju... Ten popatrzył mi  w oczy i wpadł w furię...
- Czy możesz już stąd iść ? Może stac Ci się krzywda... Nie rozumiesz tego ?! Poza tym... Po co drążysz temat ?! Znasz już całą prawdę, więc daj mi spokój ! - krzyczał rzucając wszystkim, co wpadło mu w ręcę.
Szerze mówiąc zaczęłam trochę się bać...
- Nie ma mowy ! Nigdzie się stąd nie ruszę !
Po tych słowach Louis podszedł do mnie i chwycił mnie z całej siły za rękę, po czym uderzył mnie w twarz.... Padłam na podłogę, a z nosa kapały mi kropelki krwi.. Odwróciłam się do niego i spojrzałam mu prosto w
oczy...
- Może rzeczywiście powinnam stąd iść... -podniosłam się i wybiegłam z domu pozostawiając tam swoją torbe, dokumenty, telefon... Nie ważne, nic się już nie liczyło... Chciałam tylko wrócić do domu...
    Na ulicy spotkałam dosyć uprzejmą panią, która podarowała mi chusteczki. Kiedy krew przestała mi lecieć wsiadłam do byle jakiego autobusu i pojechałam. Wysiadłam w Londynie i na pieszo doszłam do mojego domu... Stojąc pod drzwiami naszego mieszkania zastanawiałam się, czy na pewno dobrze robię, ale jeżeli nie to, to gdzie pójdę ? Przecież nie mam pieniędzy, ani telefonu...Podniosłam rękę, aby zapukać, ale nie zdążyłam tego zrobić, bo drzwi otworzył Niall. Rzuciłam się w jego ramiona i jeszcze bardziej się rozpłakałam... Zaprowadził mnie do pokoju i posadził pod kocem. Wyszedł i po chwili wrócił z kubkami gorącej herbaty.
- Abbey... Co się porobiło ?! Opowiadaj mi tu wszystko zaraz...
-No, jak wiesz Louis mnie porwał... Potem Payne mnie, mnie... Mnie zgwałcił ! Potem ja sięz zakochałam, no i kiedy Harry przyjechał, żeby mnie zabrać ja chciałam zostać. No, ale Tomlinson powiedział, żebym pojechała do domu, bo może stać mi się krzywda..Ja powiedziałam, że nigdzie nie jadę, a wtedy on się wściekł i uderzył mnie w twarz... I to porządnie, bo strasznie mnie boli nos... - powiedziałam i troszeczkę się uspokoiłam
- Oj, dziecko dziecko... Już wszystko jest ok.. Caroline i Harry pojechali, żeby Cię szukać... Chodź, pojedziemy do szpitala z tym nosem, a ja napisze Hazzie esemesa, że jesteś bezpieczna. - powiedział spokojnie Niall
-Ok.- powiedziałam cały czas szlochając
Kilka godzin później wróciliśmy ze szpitala. Okazało się, że nos jest złamany. W domu czekali na mnie Harry i mama. Ona od razu mnie mocno przytuliła i razem poszłyśmy do pokoju.

*kilka dni później*
Był wieczór. Siedziałam na kanapie i oglądałam film. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam je, a w drzwiach stał Zayn...

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 10: "Muszę ją odnależć"

 MÓJ WIELKI POWRÓT. PRZEPRASZAM, ŻE AŻ TYLE CZEKALIŚCIE

 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*oczami Nialla*
  
     -Niall, pilnuj Caroline. Nie wiem kiedy wrócę.- warczy do mnie Harry
- Co? Ale gdzie się wybierasz?
- Jadę po broń, a potem muszę ją odbić.- odpowiada
- Co? Ty chyba żartujesz. Przecież sam nie dasz rady.
- Zamknij się Horan i rób co mówię - cedzi przez zęby i wybiega z domu.

*w myślach*
     No pięknie. Nie dość, że straciłem przyjaciółkę, to jeszcze brata.

*oczami Abbey*

     Co tu się kurwa dzieje? Jestem jakimś pieprzonym zakładnikiem,a jestem traktowana iście jak królowa.
     O, chyba ktoś przyszedł.
Payne czy Tomlinson
Śpię w miękkim, wygodnym łóżku, mogę się swobodnie poruszać po całym domu. Tylko tyle, że w oknach są kraty i drzwi są zamknięte na klucz. Czy tak teraz się traktuje więźniów?
Payne czy Tomlinson
Payne czy Tomlinson
Payne czy Tomlinson
Tomlinson.
     Świetnie. Wolę jego od tego idioty, Payne'a. Co ciekawe, odnosi się do mnie po przyjacielsku. nie wiem co jest grane. Zakochał się czy co? W sumie to przystojny jest, ale przecież jestem z Zaynem. Swoją drogą, ciekawe, kiedy się będę mogła z nim spotkać...

*oczami Louisa*



    Wszedłem do jej pokoju i postawiłem na jej łóżku tacę z jedzeniem.
- Dzięki - powiedziała oschle w podziękowaniu.  Ciekawe, jak długo będę musiał topić o jej wewnętrzne zimno. SERIO CHCĘ SIĘ Z NIĄ ZAPRZYJAŹNIĆ.
     Wysedłem na korytarz, bo zadzwonił mi telefon. Tony Pytał o towar. Po wymienieniu kilku zdań przerwałem rozmowę, bo poczułem na sobie czyjś wzrok. Odwróciłem się i zobaczyłem JĄ stojącą w drzwiach.
- Coś nie tak? - Zapytałem. W odpowiedzi ona tylko podeszłą i wpiła się w moje usta. Wahałem się przez
     Po kilku chwilach ona jakby się ocknęła. Oblała się rumieńcem i wycofała się do swojego pokoju. Wciąż
stałem osłupiały i patrzyłem w pustą przestrzeń. JA SIĘ CHOLERA Z NIĄ CAŁOWAŁEM. Miałem ochotę krzyczeć z radości.
ułamek sekundy, a potem odwzajemniłem pocałunek.

*oczami Abbey*

     Abbey, co ty miało być? Całowałaś się z nim! To gangster, kryminalista. On cię porwał- wyrzucałam sobie w myślach. Uhm, chyba muszę iść się przespać, wtedy łatwiej mi będzie to wszystko przyswoić.

*KILKA GODZIN PÓŹNIEJ*

*oczami Louisa*



     Uhm, co to za czarny samochód parkuje pod domem? Ah, to Styles. Zaraz, gdzie jest pistolet? Ok, tu
- Masz dług? - pytam zaraz po wyłonieniu się zza drzwi.
- Nie. Masz mi oddać Abbey. Lepiej dla ciebie, żeby była cała i zdrowa.
- Najpierw pieniądze.
- Nie mam. Ale chętnie ci wszyscy razem przetłumaczymy, że masz przyprowadzić Abbey - z samochodu wysiadło jeszcze trzech typów. No robi się nieciekawie, bo ja jestem sam. Dobra, mam kamizelkę kuloodporną, więc może nie będzie tak źle.
     Dwóch już we mnie mierzy. Prosto w skroń. Nie robi to na mnie większego wrażenia, nie raz już byłem na granicy życia i śmierci. Wyciągam gaz i rozpylam nieco nieopodal ich oczu. Już ich unieszkodliwiłem.
      Nagle czuję dziwne szarpnięcie i zanim się obejrzę, leżę na chodniku. Kilka mocnych kopnięć w brzuch powoduje, że zaczynam pluć krwią. Przez następne- z glana w twarz tracę przytomność, jednakże próbuję jakoś zachować resztki świadomości.
mam. Gaz oślepiający na wszelki wypadek? Też jest. Mogę wyjść mu na spotkanie.


*oczami Abbey*
 

     Cholera, co to za hałasy? Spać nie dadzą.. Co za ludzie. Wyglądam przez szparę między kratami i co widzę? Harrego okładającego chyba już nieprzytomnego Louisa. Czym prędzej biegnę na dół, przewracając się prawie na schodach i już jestem przy drzwiach wyjściowych.
     Naciskam za klamkę, o dziwo- ustąpiły. Patrzę na podjazd, a tam istne pobojowisko: Louis leżący na chodniku, cały we krwi, Harrego pastwiącego się nad nim, jakiegoś kolesia asekurującego go spluwą oraz dwóch zwijających się z bólu na trawie i trących oczy.
- Co tu się do cholery dzieje?! CO to za jakieś pole walki? - krzyczę stanowczo
- Abbey? Ty.. Nic ci nie jest? Wracamy do domu. - powiedział patrząc na mnie Harry.
- Spieprzaj, jestem tu z własnej woli. - w sumie sama nie wiem, czemu to powiedziałam. Taki głos serca.
- Coś ty jej dał za świństwo, że tak bredzi?!- Harry się ostro już wyżywa na Louisie.
- Zostaw, przestań! Jego to boli - wyłkałam i osłoniłam go własnym ciałem. Spieprzajcie stąd, ale to już! - krzyczę.

*GODZINĘ POTEM*

*wciąż oczami Abbey*

    Zabrałam Louisa do domu, opatrzyłam mu rany i ułożyłam na kanapie. Jego głowę położyłam sobie na kolanach i czekałam aż się obudzi, bawiąc się przy okazji jego włosami. Wreszcie otworzył oczy.
- Umm, Abbey?- wymamrotał
- Tak, to ja. Śpij. - powiedziałam.
-Wszystko z tobą ok?
- Tak - rzuciłam
- Louis? - zagadnęłam
- Hmm?
- Kocham cię. - powiedziałam i delikatnie go pocałowałam.

***

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

NO I MAMY NEXT, MISIE. SORRY, ŻE MUSIELIŚCIE TYLE CZEKAĆ, ALE JAKOŚ NIE MIAŁAM MOTYWACJI ;C JA WE WTOREK WYJEŻDŻAM. GOSI NAPRAWILI NETA, WIĘC JAK WRÓCI Z KOLONII TO SIĘ WAMI ZAJMIE. MAM NADZIEJĘ, ŻE WATRO BYŁO CZEKAĆ!!! kOCHAM WAS <3333


-KLAU-